Skutki uboczne storytellingu — kiedy opowieść o nieruchomości może zniechęcić kupującego

Gdybym dostawała złotówkę za każdą opowieść o „wymarzonym gniazdku z widokiem na park, w którym codziennie rano budzi Cię śpiew ptaków”, mogłabym sobie kupić to gniazdko. I pewnie bym żałowała, bo ptaki śpiewają o 5 rano.

Ale do rzeczy. Storytelling stał się świętym Graalem marketingu nieruchomości. Każdy agent, deweloper i właściciel mieszkania na wynajem nagle został pisarzem. Problem w tym, że między „opowiadaniem historii” a „wciskaniem kitu” jest cienka granica. I wielu ją przekracza z gracją słonia w składzie porcelany.

Dzisiaj opowiem Ci o tym, kiedy Twoja piękna opowieść o nieruchomości może obrócić się przeciwko Tobie. Bo wbrew powszechnej opinii, nie każda nieruchomość potrzebuje historii. Czasem potrzebuje po prostu uczciwości i konkretów.

Przeanalizujemy pułapki storytellingu, które mogą sprawić, że zamiast sprzedać mieszkanie, sprzedasz jedynie swoją wiarygodność. I pokażę Ci, kiedy lepiej odpuścić sobie kreatywne zapędy i po prostu powiedzieć, ile jest sypialni i czy działa winda.

Mismatch formy i treści – gdy obietnica nie spotyka się z rzeczywistością

Paweł Tkaczyk trafił w sedno, opisując jeden z najbardziej irytujących paradoksów w marketingu nieruchomości. Czytasz ogłoszenie i masz wrażenie, że właśnie znalazłeś swoje wymarzone miejsce na ziemi. „Przytulne mieszkanie pełne ciepła”, „rodzinna atmosfera”, „dom, w którym poczujesz się jak u babci”. Klikasz na zdjęcia i… BAM! Witają Cię sterylne białe ściany, puste pomieszczenia wyglądające jak sala operacyjna i jedyny ślad życia to samotny wazon na stole (pewnie wynajęty na sesję).

To jak umawiać się z kimś, kto w profilu pisze, że kocha długie spacery po plaży, a na pierwszej randce przyznaje, że nienawidzi piasku i woli Netflix. Tylko że w przypadku nieruchomości mówimy o znacznie większych pieniądzach i emocjach.

Problem polega na tym, że nasz mózg nie lubi, gdy ktoś go oszukuje. Kiedy tekst opowiada jedną historię, a zdjęcia pokazują zupełnie inną, w głowie potencjalnego klienta zapala się czerwona lampka. I słusznie. Bo jeśli nie możesz zaufać opisowi, to czemu miałbyś zaufać reszcie transakcji?

Konsekwencje są brutalne. Tracisz nie tylko konkretnego klienta (który i tak pewnie przyjedzie na oglądanie ze ściągniętymi brwiami), ale też swoją reputację. W dobie opinii online jedna osoba oszukana sterylnymi zdjęciami „ciepłego domu” może odstraszyć dziesiątki kolejnych.

Najgorsze jest to, że często dzieje się to nieświadomie. Agent pisze piękny tekst (albo zleca to copywriterowi), fotograf robi profesjonalne zdjęcia według swojej wizji, nikt nie sprawdza, czy to się ze sobą gra. I mamy gotowy przepis na katastrofę.

Błędy w konstrukcji narracji – sześć typów problemowych agentów

Storytelling to nie tylko sposób, w jaki piszemy, a ogólnie jak opowiadamy historię — nawet na żywo. 

Artur Jabłoński stworzył typologię agentów, którzy pokazują, jak storytelling w nieruchomościach może pójść dramatycznie nie tak. Bo każdy z tych typów to tak naprawdę przykład źle opowiedzianej historii:

Uspokajacz opowiada bajkę, w której wszystko jest piękne i bezproblemowe, a wszystko można naprawić. Problem w tym, że jego historia nie trzyma się kupy. To jak czytać książkę, gdzie autor ciągle zaprzecza temu, co widać na ilustracjach.

Upewniacz tworzy epicki epos z jednopokojowego mieszkania. Każdy szczegół urasta do rangi bohatera jego opowieści. Przesadza z narracją tak bardzo, że zamiast wzbudzić emocje, wzbudza podejrzenia.

Wielki negocjator to agent, który już przy furtce włącza „tryb strateg”. Zanim zdążysz spojrzeć na fasadę domu, słyszysz szept: „Udawajmy, że średnio się podoba. W środku proszę wytknąć kilka minusów – wtedy łatwiej urwiemy z ceny”.

Na papierze brzmi sprytnie, w praktyce wypada jak kiepski teatr.

  • Sprzedający momentalnie wyczuwa, że to zagrywka – zamiast rozmowy zaczyna się przeciąganie liny.
  • Atmosfera oględzin robi się napięta; trudno mówić o partnerskich negocjacjach, gdy startujemy od zgryźliwych uwag.

Szacunek dla cudzej przestrzeni buduje zaufanie — a zaufanie otwiera drzwi do sensownej obniżki.

Powątpiewacz zamiast stworzyć narrację, która sprzeda mieszkanie, powtarza jak mantrę: „no, trzeba to lubić”.

Statysta w ogóle nie opowiada historii. Milczy tam, gdzie powinien budować narrację. To jak dostać książkę z pustymi stronami.

Konsekwencje złej narracji

Źle opowiedziana historia nieruchomości nie tylko nie sprzedaje – ona aktywnie zniechęca. Klient czuje, że coś jest nie tak z narracją, nawet jeśli nie potrafi tego nazwać.

Najgorsze jest to, że zła historia zostaje w pamięci dłużej niż dobra. Klient zapomni o pięknie opisanym mieszkaniu, ale zapamięta tego agenta, który próbował mu wmówić, że widok na starą, zardzewiałą huśtawkę to „rustykalne otoczenie miejskie”.

W storytellingu nieruchomości nie chodzi o to, żeby opowiadać. Chodzi o to, żeby opowiadać dobrze, uczciwie i w sposób, który rezonuje z rzeczywistością. Bo kiedy Twoja historia nie pasuje do tego, co klient widzi na własne oczy, tracisz nie tylko sprzedaż – tracisz wiarygodność.

Psychologiczne pułapki – gdy storytelling staje się manipulacją

Badania z zakresu neuromarketingu pokazują, że pierwsze 90 sekund interakcji klienta z nieruchomością decyduje o jego dalszym zaangażowaniu. Ta wiedza sprawiła, że wielu specjalistów zaczęło konstruować opowieści tak, aby maksymalnie wykorzystać ten krótki czas na wywołanie silnych emocji.

Problem pojawia się, gdy storytelling przestaje być autentyczną narracją o nieruchomości, a staje się zestawem technik manipulacyjnych. Specjalista nie opowiada już historii miejsca, tylko konstruuje emocjonalne pułapki. „Wyobraź sobie swojego synka bawiącego się w tym pokoju” – ta narracja narzuca klientowi scenariusz życiowy (jeśli tego synka jeszcze nie ma), o który nikt nie prosił. Albo próby wzbudzenia poczucia winy wplecione w opowieść: „Właścicielka jest starszą panią, dla której to mieszkanie to całe życie”.

Efekt kotwicy wpisany w narrację to kolejny przykład manipulacji. Historia zaczyna się od oprowadzenia po luksusowym apartamencie („żebyś poczuł standard”), a potem każde kolejne mieszkanie w „normalnej” cenie jest przedstawiane jako okazja. Opowieść jest tak skonstruowana, żeby zniekształcić percepcję wartości.

Kiedy emocje szkodzą decyzji

Business Insider trafnie zauważa, że strach, obawy, złość i zazdrość blokują racjonalne myślenie. Niektórzy agenci świadomie wplatają te emocje w swoje opowieści. „Historia” mieszkania nagle zawiera wątki o innych zainteresowanych kupcach, pilnych terminach i niepowtarzalnych okazjach.

Jak wskazują eksperci, wywoływanie obaw może przynieść efekt tylko wtedy, gdy szybko zaproponuje się rozwiązanie. Ale gdy cała narracja opiera się na strachu i presji, budzi to poważne wątpliwości etyczne.

Równowaga między emocjami a faktami

Storytelling, który ignoruje dane i fakty, pozostawia klienta z piękną opowieścią, ale bez rzetelnej wiedzy. 

Profesjonalny storytelling w nieruchomościach powinien łączyć elementy emocjonalne z konkretnymi informacjami. Opowieść o tym, jak mieszkanie może zmienić życie klienta, powinna iść w parze z faktami o powierzchni, układzie pomieszczeń i stanie technicznym.

Problem z czysto emocjonalnym storytellingiem ujawnia się po zakupie. Gdy emocje opadną, klient zostaje z rzeczywistością, która może znacznie odbiegać od opowieści, którą kupił. „Klimatyczny” okazuje się oznaczać „wymagający kapitalnego remontu” a „kameralny” po prostu „ciasny”.

Dlatego storytelling, który celowo pomija fakty lub utrudnia racjonalną analizę, to nie tylko zła praktyka sprzedażowa. To strategia, która niszczy zaufanie do całej branży i sprawia, że klienci stają się coraz bardziej podejrzliwi wobec każdej opowieści, nawet tej prawdziwej i uczciwej.

Autentyczność jako klucz

Monika Górska w wywiadzie dla Otodom podkreśla fundamentalną różnicę między prawdziwymi historiami a zmyślonymi opowieściami. Autentyczny storytelling opiera się na rzeczywistych atutach nieruchomości i prawdziwych historiach związanych z miejscem. To nie jest tworzenie fikcji – to umiejętne wydobycie i opowiedzenie tego, co w danej nieruchomości jest naprawdę wyjątkowe.

Siła autentyczności polega na tym, że nie musisz pamiętać, co zmyśliłeś. Gdy opowiadasz prawdziwą historię mieszkania – o jego architektach, poprzednich mieszkańcach czy unikalnych rozwiązaniach – Twoja narracja jest spójna i wiarygodna. Klient wyczuwa różnicę między autentyczną opowieścią a marketingową papką.

Zmyślone historie mają krótkie nogi. W dobie internetu i opinii online jedna nieprawdziwa opowieść może zniszczyć reputację agenta czy dewelopera. Klienci dzielą się swoimi doświadczeniami, porównują obietnice z rzeczywistością i bardzo szybko weryfikują, czy to, co usłyszeli, było prawdą.

Konsekwencje prawne i wizerunkowe

Polski rynek nieruchomości zna przypadki, gdy przesadny storytelling kończył się konsekwencjami prawnymi. Obietnice „ciszy i spokoju”, a później imprezy pod oknami w każdy weekend, opowieści o określonym metrażu mieszkań, i jednoczesny brak uwagi o tym, że obejmuje on przestrzeń pod ściankami działowymi  – takie historie mogą skończyć się nie tylko utratą klienta, ale i pozwem.

Dlatego storytelling, który celowo pomija fakty lub utrudnia racjonalną analizę, to nie tylko zła praktyka sprzedażowa. To strategia, która niszczy zaufanie do całej branży i sprawia, że klienci stają się coraz bardziej podejrzliwi wobec każdej opowieści, nawet tej prawdziwej i uczciwej.

Wnioski praktyczne dla agentów i deweloperów

Po tym wszystkim, co napisałam, możesz pomyśleć, że najlepiej w ogóle odpuścić sobie storytelling. Ale to byłoby wylewanie dziecka z kąpielą. Chodzi o to, żeby używać go mądrze, a nie na siłę.

Lista kontrolna: kiedy stosować storytelling, a kiedy z niego zrezygnować

Stosuj storytelling, gdy:

  • masz prawdziwą, unikalną historię do opowiedzenia (np. mieszkanie zaprojektowane przez znanego architekta, kamienica z ciekawą przeszłością);
  • twoja narracja wspiera i uzupełnia fakty, nie zastępuje ich;
  • możesz opowiedzieć historię, która pomoże klientowi wyobrazić sobie życie w tym miejscu;
  • nieruchomość ma emocjonalny potencjał, który warto wydobyć (dom rodzinny, mieszkanie z charakterem).

Zrezygnuj ze storytellingu, gdy:

  • nieruchomość mówi sama za siebie – czasem liczby i fakty są wystarczające;
  • musisz coś ukryć lub zatuszować – wtedy każda opowieść brzmi fałszywie;
  • klient wyraźnie preferuje konkretne informacje i dane;
  • twoja historia brzmi jak scenariusz telenoweli, a nie opis nieruchomości;
  • zaczynasz zmyślać, bo „jakoś trzeba to sprzedać”.

Rekomendacje dotyczące etycznego storytellingu

Po pierwsze: prawda ponad wszystko. Jeśli mieszkanie ma świetną historię – opowiedz ją. Jeśli nie ma – nie zmyślaj. Klienci są mądrzejsi, niż myślisz.

Po drugie: balans między emocjami a faktami. Dobry storytelling to nie wybór między opowieścią a danymi. To umiejętne połączenie obu. „To mieszkanie z lat 30. zachowało oryginalne parkiety (fakt), które pamiętają przedwojenne przyjęcia (emocje). Powierzchnia 95m2 (fakt) pozwala na swobodne aranżacje dla dużej rodziny (emocje + funkcjonalność)”.

Po trzecie: dopasuj narrację do klienta. Młode małżeństwo szukające pierwszego mieszkania potrzebuje innej opowieści niż inwestor. Nie wciskaj wszystkim tej samej historii – to nie działa.

Po czwarte: bądź przygotowany na weryfikację. W czasach, gdy każdy ma w kieszeni dostęp do internetu, Twoja opowieść o„planowanym parku” może zostać zweryfikowana w 30 sekund. Lepiej powiedzieć „rozważane są plany” niż potem tłumaczyć się z przesady.

Po piąte: pamiętaj o konsekwencjach. Jedna transakcja oparta na manipulacji może przynieść krótkoterminowy zysk, ale długoterminową stratę. 

Storytelling w nieruchomościach to potężne narzędzie. Jak każde, może budować albo niszczyć. Wybór należy do Ciebie. Ale pamiętaj – klienci pamiętają nie tylko to, co im sprzedałeś, ale przede wszystkim jak to zrobiłeś. I o tym opowiadają znajomym.

Źródła:

Podobne wpisy